Upał to nie tylko wysoka temperatura. To prawdziwy koszmar.
Europa zamieniła się w piekarnik. Wszędzie padają rekordy. Ale najgorsze nie jest tu nawet upały w ciągu dnia. To są noce. Rosnące temperatury minimalne oznaczają brak czasu na regenerację. Nie możesz spać. Nie możesz się ochłodzić.
Chodzi mi po głowie jedno pytanie:
Jeśli teraz jest tak źle, co będzie za trzydzieści lat?
Matematyka wygląda ponuro.
Brytyjskie Biuro Meteorologiczne przewiduje, że do 2056 r. – zaledwie trzydzieści lat – możemy spodziewać się dziewięciu kolejnych dni z temperaturą przekraczającą 40°C. W niektórych miejscach może osiągnąć 45°C. Czy stanie się to „nową normalnością”? Zapomnij o normie. Już jej tam nie będzie. Coraz częściej zdarzają się ekstremalne zdarzenia.
Technicznie możliwe jest przetrwanie w jeszcze bardziej intensywnym upale. Ale tylko wtedy, gdy Twoja infrastruktura rzeczywiście działa. Infrastruktura brytyjska tego nie obsługuje.
Kiedy piszę te słowa, w redakcji New Scientist psuje się klimatyzacja. On sapie. Do wynajęcia. Tysiące ludzi w ogóle nie ma klimatyzacji. Po prostu siedzą w tym piekarniku. Ironią jest to, że duża konferencja na temat adaptacji do ciepła, zorganizowana w ramach Tygodnia Działań Klimatycznych w Londynie, została odwołana z powodu upałów.
Klimatolodzy od lat krzyczą w próżnię:
„Przygotuj się na intensywniejsze upały, poważniejsze susze, powodzie i podnoszący się poziom mórz”.
Dostają tylko niewielką część czasu medialnego, gdy asfalt się topi. Potem pogoda się ochładza. Program wiadomości zmienia się na coś mniej stresującego. I nic się nie zmienia.
To nie tylko mój pesymizm. Brytyjska Komisja ds. Zmian Klimatu, oficjalny organ doradczy rządu, opublikowała w zeszłym roku szokujący raport.
“Postęp w adaptacji jest zbyt powolny. Utknął w martwym punkcie lub zmierza w złym kierunku.”
Każdy automatycznie zakłada, że ta „zielona i przyjemna kraina” pozostanie zielona i przyjemna. To jest błędne. Pędzimy ku katastrofie, z oczami wbitymi w ziemię.
Liczby nie mówią całej historii
Dlatego przeraża mnie to jeszcze bardziej.
Emisje nadal rosną. Problem z korzeniami pogłębia się. Tempo wzrostu może zwalniać, ale znajdujemy się na ścieżce, która do roku 2100 spowoduje wzrost globalnej temperatury o 2,1 do 3,3°C (lub więcej).
Czy to są średnie? Zwodniczy.
Woda ma dużą bezwładność cieplną. Ziemia nagrzewa się znacznie szybciej. Średnie temperatury na lądzie wzrosną znacznie gwałtowniej, niż sugerują statystyki rozrzedzone oceanami.
Nadal niepokoją nas zdarzenia ekstremalne. Nie średnie.
Prognozy dotyczące ekstremalnych warunków pogodowych już wyglądają ponuro. Rzeczywistość może wyprzedzić modele. Obserwujemy fale upałów, które są poważniejsze, niż przewidywano. Dlaczego?
W modelach klimatycznych może brakować informacji o tym, jak zachowuje się prąd odrzutowy w ocieplającym się świecie. Często ignorują także redukcję aerozoli – substancji zanieczyszczających powietrze, które blokują światło słoneczne i choć w sposób niezamierzony chronią nas przed słońcem.
A potem następuje efekt domina. Awaria złożonych systemów, które zawodzą jednocześnie. Trudno przewidzieć? Tak. Czy bagatelizujemy to ryzyko? Prawdopodobnie.
Wyobraźcie sobie masowe zgony wśród młodych i zdrowych ludzi. Jest to całkiem możliwe.
Następnie musisz nakarmić planetę. Cywilizacja zależy od jedzenia. Globalne ocieplenie już niszczy plony. Ceny gwałtownie rosną. Wylesianie nasila się, ponieważ spanikowani rolnicy próbują uprawiać nową ziemię.
Dodajmy do siebie te katastrofy pogodowe, a gospodarka się załamie. Badanie z 2024 r. sugeruje, że może to spowodować największy załamanie finansowe w historii.
I nawet nie wspomniałem o czynnikach niepewności.
Suszenie Amazonii. Zatrzymanie atlantyckiej południkowej cyrkulacji wywrotnej (AMOC). Niedawno rozmawiałem z badaczem o ostatnim spowolnieniu tego przepływu — 12 000 lat temu. Wynik? Wyczerpujące lato, po którym następują ostre zimowe mrozy ze wzrostem temperatury o kilkadziesiąt stopni. Ekstremalna sezonowość. Koszmar na jawie.
Świat zmienia się szybko. Musimy wszystko przerobić. U siebie w domu. Biura. Szkoły. Pociągi. Farmy. Ogród botaniczny.
Nic z tego nie robimy.
Jeśli obecna fala upałów nie wystraszyła Cię do szaleństwa, to może powinna.


























