Trzy dni. Tyle czasu minęło pomiędzy obydwoma wydarzeniami.
Najpierw Chińczycy stworzyli swój „furor”, potem Japończycy. Dwa statki kosmiczne, dwie różne kosmiczne „skały” niemal jednocześnie. Wygląda to mniej na rywalizację, a bardziej na zsynchronizowany wysiłek mający na celu ostateczne rozwikłanie tajemnicy tych starożytnych skał kosmicznych.
Bliskie spotkania
2 lipca Chińska Narodowa Administracja Kosmiczna (CNSA) wysłała statek kosmiczny Tianwen-2 na asteroidę Kamoaolewa. Obiekt ten ma około 300 stóp szerokości (około 90 metrów). Czasami nazywany jest „quasi-księżycowym” satelitą Ziemi. W rzeczywistości nie okrąża nas, ale podąża za naszą orbitą wokół Słońca. Oscylujący obiekt niebieski – takie znaczenie nadano jego hawajskiej nazwie. Być może odpowiednie. Albo ironiczne.
Zaledwie trzy dni później, 5 lipca, misja Hayabusa2 japońskiej agencji kosmicznej JAXA przeleciała obok asteroidy Torifune. Jest znacznie większy – ma około 450 metrów średnicy i kształtem przypomina orzeszek ziemny. Tianwen-2 dotarcie do celu zajęło około 400 dni, zbliżając się na minimalną odległość około 26 milionów mil. W przypadku Hayabusa2 stało się to częścią rozszerzonej misji. Podobne doświadczenie mieli już Japończycy – w 2020 roku, kiedy badali asteroidę Ryugu. Z Torifune wszystko szło znacznie szybciej – prędkość wynosiła około 5 mil na sekundę. Inżynierowie musieli zmienić taktykę, łącząc nawigację radiową z kontrolą wizualną za pomocą obrazów, aby nie przelecieć obok celu.
Żaden z tych obiektów nie stanowi zagrożenia dla Ziemi w dającej się przewidzieć przyszłości. Nie musisz się tym martwić.
Oprócz ogromnego zainteresowania naukowego, misje takie pomagają nam planować ochronę przed możliwymi uderzeniami dużych ciał kosmicznych.
Jednak te wydarzenia przypominają nam, jak kruchy jest naprawdę nasz układ planetarny. Obiekty te są pozostałością po powstaniu Układu Słonecznego 4,6 miliarda lat temu. Nigdy nie połączyły się w planety, ponieważ ich grawitacja była niewystarczająca. Dlatego po prostu istnieją, zachowując tajemnice, które dotarły do nas od samego początku czasu.
Dlaczego jest to konieczne?
Dlaczego wydają miliardy latając obok brudnych kamieni?
Po pierwsze, jest to ciekawość. Kto nie chciałby zobaczyć z bliska elementów składowych wszechświata? Kamoaoleva może okazać się fragmentem Księżyca, który oderwał się od niego dawno temu. Jeśli Chińczykom uda się pobrać próbki gleby – co planują po kilku miesiącach badań tego miejsca – staną się trzecim krajem, który przeprowadzi taką operację, po Japonii i Stanach Zjednoczonych.
Po drugie, jest praktyczny. Dale Scran z National Space Society ujmuje to bez ogródek: wykorzystanie takich zasobów mogłoby pomóc ludzkości osiedlić się poza Ziemią. Zasoby. Woda, minerały – wszystko, czego możemy potrzebować, gdy przestaniemy być przywiązani do Ziemi.
Hayabusa2 przekazała już próbki z asteroidy Ryugu. Teraz wrócił do pracy. Europejska Agencja Kosmiczna pogratulowała swoim japońskim kolegom na portalu społecznościowym X, promując jednocześnie własną misję Hera wycelowaną w Dimorph. Przypomnieli sobie to po tym, jak NASA uderzyła w tego satelitę-asteroidę w ramach misji szkoleniowej DART. Cóż, właściwie to było w 2022, a nie 2028. Trening brzmi fajnie, ale odbijanie asteroidów to konieczność.
Torifune zawdzięcza swoją nazwę bóstwu z mitologii japońskiej, które jest patronem łodzi. Kamoaolewa kołysze się wokół Słońca w towarzystwie Ziemi.
Zdjęcia wyszły wyraźne.
Jesteśmy coraz lepsi w wykrywaniu takich obiektów. A także w zderzeniu się z nimi, skontaktowaniu się z nimi czy dostarczeniu ich fragmentów do domu.
To, co stanie się dalej, zależy od tego, jak bardzo chcemy ten proces obserwować.
Asteroidy tu zostaną.


























