W końcu zadziałało.
Trzynasty lot testowy programu Starship był czymś więcej niż tylko sukcesem. To był widok, który warto było zobaczyć. Wystrzelona z bazy Starbase w południowym Teksasie w piątek 24 lipca, 408-metrowa rakieta wystrzeliła w niebo, niosąc obietnicę stworzenia superciężkiego systemu w pełni wielokrotnego użytku. To nie był pierwszy raz, kiedy widzieliśmy wznoszącą się megarakietę. Ale to był pierwszy raz, kiedy cała choreografia lotu wypadła idealnie.
Miękkie lądowanie, które przeszło oczekiwania
I to jest najważniejsze: statek się nie rozbił.
Przez wiele lat inżynierowie martwili się naprężeniami termicznymi i mechanicznymi powstającymi podczas ponownego wejścia w atmosferę. Obawiali się, że osłona termiczna ulegnie awarii lub konstrukcja się rozerwie. Podczas trzynastego lotu statek Starship w wersji 3 delikatnie rozbił się u wybrzeży Australii Zachodniej. Weszła do wody bez eksplozji. Żadnego ognistego rozkładu. Tylko kontrolowane nurkowanie na Oceanie Indyjskim.
Przeżył upadek. Wytrzymał upał. Systemy naprowadzania precyzyjnie prowadziły urządzenie z nieba do wody. Otrzymaliśmy materiał filmowy z drona przedstawiający statek płynący w stronę brzegu, na dziobie płonęły płomienie, po czym zostały w całości pochłonięte przez wodę. Wizualnie wyglądało to ostro. Rzeczywistość okazała się lepsza.
Ale powrót rakiety Super Heavy był trudniejszy. Problemy z silnikiem zepsuły jej podróż powrotną. Nie wróciła do wieży startowej, jak często pokazują filmy z postów Muska w mediach społecznościowych. Jednak górny stopień – część kluczowa dla dostarczenia ładunku – wykonała każde zadanie bezbłędnie.
Uruchomienie przyszłości Internetu
Chociaż lotniskowiec napotkał trudności, misja Starlink przebiegła bez żadnych problemów. Urządzenie wystrzeliło 20 satelitów Starlink nowej generacji. To jest prawdziwy test. Nie tylko dotarcie w kosmos, ale także dostarczenie tam ładunku, zrzucenie go i powrót.
Po wejściu na orbitę statek kosmiczny zgodnie z planem ponownie odpalił jeden ze swoich silników Raptor. Manewr potwierdzający kontrolę. Manewr mający pokazać, że nie tylko dryfował. Na materiale opublikowanym przez SpaceX po separacji sześć pozostałych silników Raptor świeciło na tle Ziemi. Widziałeś, jak statek odpływa, czysty i nienaruszony.
Ta modyfikacja, wersja 3, jest pierwszą przeznaczoną do użytku operacyjnego. Od czasu pierwszego testu w kwietniu 2023 r. rakieta została szybko udoskonalona. Lot 13 udowadnia, że sprzęt jest w stanie wytrzymać warunki kosmiczne. To już nie jest teoria.
Droga do całkowitego ponownego użycia
SpaceX chce złapać te rakiety. Chcą użyć „macek” wieży startowej, aby przechwycić superciężki i statek kosmiczny w powietrzu, naprawić je i ponownie wystrzelić. Złapali przewoźnika już podczas trzech poprzednich lotów.
Elon Musk powiedział, że podczas 14. lotu celem jest po raz pierwszy złapanie samego statku kosmicznego. Wszystko zależy od analizy danych. Jeśli odczyty z 13. lotu się potwierdzą, macki zaczną się poruszać.
Dlaczego prędkość ma znaczenie? Bo czas jest wrogiem innowacji. Każdy lot skraca odstęp czasowy pomiędzy problemem a rozwiązaniem. Lądowanie bez eksplozji podczas 13. lotu eliminuje jedną z kluczowych zmiennych. Udowodniono, że ochrona termiczna działa. Udowodniono, że kontrola aerodynamiczna działa.
Potem zaczyna się trudniejsza część. Złap statek. Przygotuj go na nowy lot w ciągu kilku godzin, a nie miesięcy. Uruchom ponownie.
Zdjęcia opublikowane w X opowiadają prostą historię. Błękitna planeta. Świecący silnik. Statek, który rozbił się i pozostał nienaruszony. Do prototypu jeszcze daleka droga. Jest bliżej niebiańskiego przewoźnika bojowego. Ale praca nie jest jeszcze ukończona. Macki jeszcze się nie zamknęły. Przewoźnik nie wykonał idealnego zwrotu. Ale jesteśmy blisko. Bliżej niż większość analityków przewidywała rok temu.
Dane opowiedzą ostateczną historię. Do tego czasu pozostaje wspomnienie miękkiego lądowania na Oceanie Indyjskim. Udowodnienie, że niemożliwe jest po prostu kwestią iteracji.


























